"Ojciec farerskiej Polonii" zgarnął nas z ulicy i zagaił: "Zapraszam do siebie na obiad. Będzie smażona kapusta i mrożone buraczki. Musicie być stęsknieni buraczków. Na Owcach nie dostaniesz buraczków".
Uśmiecham się do Janusza, dziękując mu za jego bezinteresowną serdeczność. I pstryk w nos głupolom, co skrzeczą, że na obczyźnie Polak zjadłby Polaka na śniadanie.
Kiedy myślę o kochanej farerskiej Polonii, wspominam jeszcze Agnieszkę Johannesen i rodzinę Stretowiczów. Macham do Was łapą! Jak wariat.
Ps. Świat jest mały. Dowiedziałem się, że córka Janusza pracuje pod tym samym adresem, co ja. Chciałbym ją poznać.
0 komentarze:
Prześlij komentarz